Siadając do napisania tego tekstu przejrzałem moje poprzednie podsumowania (te z czasów bloga Boombox, podsumowanie 2010 z lineoutu), przeczytałem milion recapów oraz rekapitulacji z innych blogów/serwisów i w końcu - nasłuchałem sie i naczytałem podsumowań, które znajdziecie Drodzy Czytelnicy w menu powyżej (w końcu samo się nie zrobiło..). Ostatecznie siadłem przed komputerem i stwierdziłem, że wszystko zostało już napisane, powiedziane i zagrane a ja mogę tylko spróbować zebrać to do kupy. Oto więc moje podsumowanie w zwięzłej formie analizy SWOT (Strenght, Weaknesses, Opportunities, Threats czyli Silne strony, Słabe strony, Szanse i Zagrożenia).



SILNE STRONY

1. Dubstep w końcu stał się popem - za sprawą Skrillexa z jednej, gorszej strony i za sprawą płyt James'a Blake'a na półkach w Empiku z drugiej, sam nie wiem jakiej strony. Dlaczego to "silna strona"? Bo pokazuje, że underground (o ile jest coś takiego) ma teraz większą szansę przebić się do mainstreamu niż kiedykolwiek.

2. 4x4 : połamańce = 1:0. Techno i house wygrały - Berlin, Detroit, Chicago i Londyn w końcu spotykają się pod jednym dachem. Młodzi rewolucjoniści z UK pod wodzą starego wygi Boddiki docenili starą szkołę zza Oceanu, a chwilę potem, dzięki nieocenionemu Boiler Roomowi - także kuzynów z przepastnych klubów stolicy Niemiec. Moim zdaniem z korzyścią dla wszystkich. 4x4 zyskało nieco eksperymentalnego feelingu, a muzyka z Wysp znowu stała się taneczna (Ifany Daffydy na szczęście wracają na słuchawki od ipoda). To zdecydowanie najważniejsze wydarzenie 2011.

3. Konsekwencją punktu nr 2 jest powrót "zajawki" na winyle (tak wiem, że "ona nigdy nie zniknęła!"), na diggin, na kupowanie płyt i dubplate'owy szpan w Boiler Roomie. Nie jestem pewien, czy to ma jakiś związek, ale warto odnotować, że sprzedaż winyli stale wzrasta. Jednak 320 kbps < winyl.

4. Brak hiciora z rodowodem PL. Wiem, że pewnie wiele osób zlinczuje mnie za ten pogląd, ale ja w tym roku nie znalazłem żadnej rodzimej, hitowej produkcji. Owszem, było wiele świetnych i kreatywnych kawałków (nie chce wymieniać, bo zajęłoby to sporo miejsca a i tak nie udałoby mi się ująć wszystkiego), ale zabrakło numeru, który stygmatyzowałby cały rok, jak niegdyś remix Polyhedrona Supra1. Paradoksalnie uważam, że to pozytywne zjawisko, bo świadczy o dużej różnorodności naszej sceny, o tym jak się rozwinęła i o tym, że mamy czym się pochwalić poza naszymi granicami, a tam doceniają już nie jeden remix na zasadzie "egzotyki", ale całą naszą klubową scenę i jej odmienności - od house'u (o którym IMHO za granicą coraz częściej mówi się "dobre bo Polskie") przez dubstep i jego hybrydy po juke, nie wspominając już o bardzo silnej scenie glitch-hop/madhop/nubeats (Jezus Maria w końcu ludzie!).

5. Jest imprezka. Bo jest - choć są i tacy, którzy uważają, że czeka nas wkrótce klubowa apokalipsa, to ja jednak jestem zupełnie innego zdania. Nie mam na to twardych dowodów, ale jestem pewien, że jeśliby zliczyć same eventy z FB z tego roku i poprzedniego, to interesujących z lineoutowego punktu widzenia imprez byłoby co najmniej dwa razy więcej. To już nie jedno BBQ, impreza Fake, czy pojedyncze bibki rozsiane po całej Polsce, ale miasta z poważnymi i uznanymi cyklami, miejscowości, w których nikt nie spodziewałby się silnej sceny i kluby o niepodważalnej opinii, prowadzone z rozmysłem przez ogarniętych muzycznie ludzi. Oczywiście do Berlina wciąż nam daleko, ale od reszty świata dzieli nas już naprawdę niewiele.



SŁABE STRONY

1. Niestety wciąż mało jest ludzi chcących ciągle gonić królika. Mam na myśli to, że owszem - UKG w wersji eksperymentalno-sentymentalnej stało się popularne, glitch-hop też zyskał sobie sprzymierzeńców, niestety środowiska te wytworzyły jedynie kolejną konserwatywną grupę, a nie ludzi o otwartych umysłach gotowych poznać coś nowego. Nie lubię hipsterni jak psa, ale chciałbym, żeby było jej w Polsce więcej, a ta która jest, żeby miała w głowie nie tylko hip-hop (tak to do Was bywalcy Powiśla).

2. Ciągle zbyt mała liczba wytwórni w stosunku do ciągle rosnącej liczby genialnych producentów. Niestety - Concrete Cut, We Are Your Music Mate, Pets,, Your Mamas Friend, Junoumi ze wszystkimi mackami ośmiornicy - to wciąż za mało. Ciągle czekam na polskie Hotflush, Hessle Audio, Swamp81 itd.

3. Brak komunikacji. OK są jakieś fora, są jakieś blogi, ale ciągle są też mentalne podziały, wyimaginowane zagrożenia, hejterstwo i źle pojęta dj'sko-producencka konkurencja. Na szczęście zmienia się to co raz szybciej, a i - mamy nadzieję - Lineout.pl przykłada do tego małą cegiełkę.

4. Brak polskich produkcji na fizycznych nośnikach. Yeah wiem, że zdarzają się wyjątki, ale niestety wciąż pozostają wyjątkami, a tymczasem cała paleta dźwięków pozostaje dostępna jedynie w nietrwałej, zdigitalizowanej formie.

5. W 2011 zabrakło rodzimej Lany Del Rey, James'a Blake'a czy Jamiego XX'a - słowem kogoś kto prosto z Tumblr'ów znalazł się na listach przebojów. Może Ailo to zmieni w 2012?



SZANSE

1. Coraz większa ilość zdolnych producentów musi w końcu zaowocować przełamaniem popowego monopolu Beaty Kozidrak i Dody. Jasna cholera to niech chociaż ten przysłowiowy Tedzik będzie robił hity no... bo się słuchać radia nie da wcale..

2. Nieuchronnie zbliżające się zmiany w modelu korzystania z własności intelektualnej. Nie nie piję tu do ACTA - ale jak nie ACTA to jeszcze w tym roku czeka nas coś innego, mam nadzieję, że coś dzięki czemu artyści będą mogli utrzymywać się ze swojej pracy (mówię o "masie" artystów, a nie czubku góry lodowej, która kąpie się w złocie).

3. Zjawisko, które już powoli da się zauważyć w niektórych klubach - umasowienie kultury klubowej. Być może nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale moim zdaniem powoli dorastamy jako społeczeństwo do punktu, w którym gross ludzi zauważa, że pan włączający Roberta M w winampie to nie dj. W klubach, w których zdarza mi się grać lub bywać coraz częściej zauważam ludzi, których obecność tam totalnie mnie zaskakuje. Całkiem niezłym probierzem jest też sam Lineout, gdzie co chwilę widzę "like'i" znajomych mi osób, których nigdy nie podejrzewałbym o czytanie Lineoutu w ogóle.

4. Zainteresowanie sponsorów. W końcu mądrale z dużych korpo zauważyły, że do klubów przychodzi trochę ludzi i warto wspierać tę kulturę. Ktoś być może będzie się zżymać, że KFC sponsoruje bibki, ale dla mnie kurczaki i techno idą w parze bezproblemowo.

5. 38 200 037 ludzi w samym sercu Europy. Widzą to bookingowi agenci w UK, widzi to Berlin, widzą to artyści z całego świata. To ogromny, wciąż niewykorzystany potencjał. Jesteśmy wielkim krajem i mamy sporą szansę stać się jednym z centrów klubowych Europy, albo przynajmniej tej jej części. Mamy już spore zaplecze ludzkie i techniczne by tego dokonać, musimy tylko jeszcze trochę poczekać na zwiększenie procentowego udziału społeczeństwa w kulturze w ogóle.



ZAGROŻENIA

1. ACTA, SOPA, PIPA etc. Nie wnikając w szczegóły - zmiany w prawie są nieuchronne - mogą być szansą, mogą też niestety być zagrożeniem...

2. Może Ailo wygra i odniesie sukces, może Brodka znów sprzeda niesamowita liczbę płyt, a może jednak Robert M powróci w glorii i chwale, może dorobimy się rodzimego Skrillexa i wszyscy jeszcze zatęsknimy za dziewiczymi czasami królowania Bajmu?

3. Napisałem wcześniej, że mariaż eksperymentalnego ducha z UK i prostoty z osi detroit-chicago-berlin cieszy mnie. Mimo wszystko dostrzegam jednak w tym pewne zagrożenie - uniwersum techno-house nakłada bowiem pewne ograniczenia stylistyczno-produkcyjne. Mam nadzieję, że eksperymentatorzy jak np. Joy O nie zapomną o swoim dziedzictwie i ciągle będą szukać "nowego".

4. Śmierć CD. Bo zbliża się nieuchronnie i choć może zwiastować renesans winyla, może też przynieść niegatywne konsekwencje. W końcu nie każdy będzie takim koneserem żeby kupować winyl - większość osób wybierze digital. To z kolei oznacza zejście oprawy wizualnej i całej mistyki związanej z kolekcjonowaniem płyt do głębokiego podziemia. Nie jestem pewien czy to zagrożenie ale może wpłynąć na polaryzację mainstreamu i undergroundu, gdzie 90% ludzi będzie łykało źle wyprodukowaną, przekompresowaną, krzykliwą muzykę radiową, kupując ją w internecie, a 10% będzie wybierało "koneserskie" edycje winylowe.

5. Renesans trance'u... brrr słyszeliście "The Hope" Scuby? Słyszeliście o #seapunku? To się dzieje i trochę się jednak tego boję... A może niepotrzebnie?

Dużo alternatyw, ale jedno jest pewne - w 2012 czeka nas dużo nowej muzyki - a to przecież lubimy najbardziej. Żebyśmy doczekali się fury sztosów - niezbyt oryginalnie, ale szczerze - tego sobie i Wam Drodzy Czytelnicy życzę. Do zobaczenia na Lineout.pl!

Jędrek Jendrośka




DO GÓRY | STRONA GŁOWNA